Podsumowanie miesiąca #6-10 – Czerwiec-Październik 2019

Bardzo często się zdarza że nie opisuję jakiegoś projektu lub naprawy na blogu. Dlaczego? Otóż wynika to z tego że sporo projektów i napraw jest dość powtarzalnych lub krótkich. Zdecydowałem więc, wraz z nastaniem nowego roku, że rozpocznę nową, REGULARNĄ (jednak nie) serię wpisów podsumowujących każdy miesiąc.
Będę w tej serii opisywał projekty krótsze które nie zasługują na posiadanie dedykowanego pełnego wpisu.
Zapraszam na szósty (praktycznie czwarty), łączony wpis z serii PODSUMOWANIE MIESIĄCA!

Czasu, wydaje się, w takim okresie jest od cholery. Teoretycznie tak lecz w grę wchodzi ciężka do pokonania prokrastynacja. Choć brak czasu i różne spontaniczne zajęcia również psują plany. Dodatkowo szyki psuje fakt że ostatnio serwis, elektronika i IT trochę się u mnie wypaliły, choć wygląda na to że to stan przejściowy.
Wszystkie te składowe nałożyły się powodując tak duże spóźnienie w serii i pisaniu innych wpisów. Ale dziś wchodzi wielka kumulacja, wreszcie!

Przywracanie USB w BeagleBone Black

BeagleBone Black to płytka typu Single Board Computer. Ten sam typ co popularne Raspberry Pi, z tym że BeagleBone nie jest zgodny formą i rozmieszczeniem I/O z Raspberry Pi.

Urządzenie to pozyskałem ze zdobycznych liczników klientów stosowanych w sklepach czy salonach firmowych. Licznik składał się z obudowy plastikowej, płytki SBC przymocowanej na klej na gorąco oraz moduł konsumenckiej kamery USB pozbawionej obudowy i diody LED. Również przymocowana na klej na gorąco. Dodatkowo na komputerkach zamontowane były moduły zegara czasu rzeczywistego z baterią.

Zdobyłem dwie sztuki takich liczników więc zarazem po dwie sztuki modułów i płytek. Problem polegał na tym że Black’i zostały pozbawione portów USB OTG (zasilających) jak i USB pełnowymiarowego.
Pełnowymiarowe USB wyglądało jakby było usunięte obcinaczkami. Moduły kamer miały przewody przylutowane do odpowiednich pinów obciętego portu USB.
Absurdalne rozwiązanie…

Aby przetestować BeagleBone’y musiałem przywrócić je do stanu fabrycznego.
Nie było to na szczęście trudne – usunięcie resztek pinów portu USB przy pomocy odsysacza ręcznego i lutownicy. Montaż nowych gniazd USB z demobilu.

Wyczyszczone pola lutownicze

Większy problem był z gniazdem zasilania USB OTG. Oczyściłem pady lutownicze, nałożyłem odrobinę cyny.
Posiadane przeze mnie złącza są dostosowane do montażu „low profile” czyli obudowa złącza znajduje się „wewnątrz” płytki PCB.

Próbowałem zmodyfikować te gniazda odpowiednio wyginając piny lecz bez zadowalającego skutku. Uznałem że USB OTG wlutuję w późniejszym czasie gdy zamówię poprawne gniazda.
Na szczęście same płytki do zasilania posiadają gniazda DC 5V więc USB OTG nie jest konieczne do funkcjonowania płytek.

Po naprawach sprzęt umyłem z topnika w rozpuszczalniku oraz później przetestowałem.

Na Black’ach znajdowała się jakaś instalacja linuksowej dystrybucji Arch, zabezpieczonej hasłem niestety. Ale po dostaniu się do zawartości pamięci eMMC i przejrzeniu jej, okazało się że nie było tam nic ciekawego. Ot kilka usług od kamerki, generowania statystyk w HTML i w sumie tyle.
Same płytki są w pełni sprawne. Jedna z nich trafi do znajomego w zamian za BananaPi.

Konserwacja switcha gigabit Linksys SRW224G4

Urządzenie należy do raczej niskiej półki urządzeń dla małych firm – 24. porty 100Mbps i 4. porty 1Gbps z czego dwa są dzielone z dwoma portami 1Gpbs dla modułów światłowodowych. Sprzęt w obudowie typu rack 1U.
Switch przeleżał u mnie dość długo aż w końcu doczekał się swojej chwili. Wymagał przeglądu i czyszczenia.

Generalnie po zdobyciu urządzenia, jak dobrze pamiętam, był w ogóle problem aby dostać się do jego strony konfiguracyjnej. Po analizie jego aktywności poprzez Wireshark odkryłem jego IP. Konfiguracja była oczywiście zabezpieczona hasłem, lecz już nie mam pojęcia jak udało mi się go zresetować.

Otwarcie urządzenia nie należy do najintuicyjniejszych gdyż po usunięciu wszelkich śrub należy zdjąć przedni panel a następnie wysunąć górną połowę metalowej obudowy. Niestety sposób mocowania tylnego panelu powoduje że niemal na pewno plastikowe zatrzaski w panelu pękną. Nie ma się co jednak przejmować gdyż bez nich urządzenie po złożeniu trzyma się wystarczająco dobrze.

Gdy switch rozebrałem, wytarłem jego wszystkie elementy obudowy wilgotną szmatką z detergentem. Płytę główną i zasilacz odkurzyłem pędzlem.
Najlepiej byłoby gdybym metalowe elementy obudowy przeszlifował i pomalował lakierem w sprayu ze względu na mocno porysowany fabryczny lakier. Póki co sobie to odpuszczam gdyż chyba niezbyt warto, o czym później.

Zanim sprzęt złożyłem do kupy przetestowałem go ponownie. Ogólnie switch jest funkcjonalny. Poza tym że gniazdo szeregowe RS232 na tyle obudowy nie działa, w ogóle. Ani poprzez kabel szeregowy null modem czy zwykły, ani poprzez przejściówkę Serial USB TTL. Nie znalazłem też wizualnych uszkodzeń na płycie głównej czy układu typu MAX który mógłby być odpowiedzialny za obsługę tego gniazda. Złącze też nie jest wyłączone w konfiguracji.
Dodatkowego problemu przysparza fakt że Linksys najnowsze oprogramowanie urządzenia wydał z błędem jednego ze skryptów JavaScript. Błąd ten powoduje że strona konfiguracji działa tylko w przeglądarkach Internet Explorer 6 i niżej. We wszystkich nowszych strona nie renderuje się wcale lub z nielicznymi elementami.

Tak więc urządzenie jest sprawne, ale niezbyt przyjazne w obsłudze ze względu na niesprawny RS232 i WebView. Jedyna sensowna opcja konfiguracji to Telnet który nie umożliwia kontroli nad wszystkimi ustawieniami switcha.
Rozważam przekazanie komuś tego sprzętu lub przeznaczenie go na rozlut.

Stare dyski twarde IDE

Na stół wpadły dwa dyski Western Digital. Wszystkie wyczyściłem z kurzu za pomocą szmatki z detergentem. Oporniejszy brud usunąłem wacikiem z rozpuszczalnikiem.

WD Caviar 21600 1.6GB

Dysk przeskanowałem i wyzerowałem w MHDD dwukrotnie. Jego stan jest akceptowalny, okej do tymczasowych projektów. Generalnie widać wyraźnie że głowice lub platery się degradują – mnóstwo wolnych sektorów, kilka bad sectorów.

Wyniki testów po próbach poprawienia sytuacji

Oryginalna zniszczona naklejka – uszczelka wokół łączenia pokrywy z obudową zastąpiona taśmą kaptonową.

WD Caviar 32100 2.1GB

Nośnik wyzerowałem i przeskanowałem również kilkukrotnie, więcej niż dwa razy. Przeszedł dodatkowo jeden remap.
Dysk w stanie dobrym – kilkanaście bad sectorów, niewiele sektorów wolnych. Jak wyżej, akceptowalny nośnik do tymczasowych projektów.

Wyniki testów po próbach poprawienia sytuacji

Tak samo jak w modelu wyżej – wymieniłem zniszczoną naklejkę wokół łączenia obu połówek obudowy na taśmę kaptonową.

Próby z BIOSem – Dell TW-01H243-12800

Wspomniana płyta główna wystąpiła w TYM wpisie. Zapraszam aby dowiedzieć się więcej.

W skrócie – problem sprzętu polegał na niewykrywaniu pamięci RAM. W internecie wyszukałem że dostępna jest nowsza wersja BIOSu dla płyty niż deklarowana jest na naklejce kości ROM. Uznałem więc że posiadając programator jestem w stanie zrobić próbę z nowszym BIOSem.

Pobrałem nową wersję wsadu BIOS. Wyekstrahowałem z Dellowskiego instalatora czysty plik wsadu pamięci.

Następnie wyjąłem kość ROM z płyty głównej. Na szczęście była ona w podstawce. Szybko jednak się okazało że kostka AMD była typu OTP (One Time Programmable) więc niemożliwe było zaktualizowanie jej wsadu.
Mimo to wykonałem kopię zapasową jej zawartości. Gdy porównałem nową wersję i skopiowaną programem HxD, okazało się że nowa wersja posiada kilkadziesiąt bajtów danych które nie istnieją na kopii z płyty. Postanowiłem się ich pozbyć aby początek pliku wyglądał identycznie jak kopia.

Zdobyłem ze swoich zbiorów bardzo podobną parametrycznie kość ROM lecz zapisywalną wielokrotnie. Zaprogramowałem ją swoim TL866II Plus, wsadziłem do płyty głównej i… nic. Płyta nadal bez zmian w symptomach.

Zaprogramowałem więc oryginalną nową wersję pliku BIOS w razie gdyby moje modyfikacje w czymś przeszkodziły. Kolejny test pokazał że niestety płyta jest uszkodzona (BGA mostka północnego?) albo posiadam niekompatybilne z nią kości ECC SDRAM…

Gdyby ktoś posiadał kości ECC SDR jakichkolwiek pojemności i szybkości, proszę o info. Chętnie przygarnę.

Ponowna przygoda z kartą procesorową ICL ErgoPro CX486

Urządzenie to już kilkukrotnie pojawiało się na łamach mojego bloga bezpośrednio czy pośrednio. Głównie jako tajemniczy komputer SBC firmy Advantech. TUTAJ oraz TUTAJ. Zapraszam do poczytania.

Jak to było…

Od długiego czasu (i nadal zresztą) urządzenie wisi na mojej ścianie jako ozdoba ze względu na brak jej innego zastosowania. Nie znałem żadnych informacji na jego temat. Sugerowany przez znajomego Advantech nie wiedział nic na temat sprzętu, zasugerowano mi jedynie zapytanie Fujitsu które przejęło ICL (producenta tejże karty który dziś już nie istnieje). Z kolei Fujitsu odesłało mnie do Google kompletnie bezmyślnie olewając istotę zapytania. Z czasem odnalazłem TAKOWE informacje. Nie były jednak dla mnie wystarczające aby uruchomić urządzenie. Więc karta wisiała nad moją kanapą jako ozdoba.

Dopiero lata później przy ponownym researchu natknąłem się na konkrety – urządzenie to karta procesorowa z komputera ICL (dziś Fujitsu) z serii ErgoPro CX486. Na stronie Fujitsu nadal dostępne są materiały typu BIOS, instrukcja obsługi, sterowniki.

Niestety za późno odkryłem te materiały. Chcąc dowiedzieć się czegokolwiek o sprzęcie podjąłem próbę zrzutu wsadu BIOS karty do pliku aby przeanalizować go z nadzieją że odnajdę model czy cokolwiek mówiącego o pochodzeniu. To również był okres gdy nie posiadałem programatora ani nie wiedziałem za wiele na temat kości EEPROM.

Plan był prosty – wziąć płytę główną z podstawką PLCC, odpalić UniFlash i podczas pracy podmienić kość na tę z karty ICL.
Skutek – zamordowana kość ROM z ICL’a z powodu różnic napięć. Płyta główna pracuje na 5V kości ROM. Karta ICL na 3.3V kości ROM firmy Intel. Przez długi czas miałem bardzo ładny kawałek cegły na ścianie o którym sądziłem że już nigdy nie wstanie.

Jak jest…

Gdy natrafiłem na model tej karty i stronę Fujitsu z zasobami mogłem ponownie podjąć się próby reanimacji sprzętu. Przy okazji – posiadałem już wtedy programator ROMów.

Pobrałem ze strony Fujitsu archiwum z BIOSem i podobnie jak przy płycie Della – wypakowałem 7-Zipem z instalatorów surowy plik binarny z wsadem.
Przy okazji zweryfikowałem programatorem że oryginalna kość z karty została upieczona moją idiotyczną próbą zrzutu zawartości.

Wyszukałem w moich zbiorach najmniejszą kość ROM jaką posiadałem. Zaprogramowałem ją pobranym plikiem, wsadziłem do karty i próbowałem uruchomić. Niestety karta nadal jest martwa jakby BIOSu nie posiadała. A jest to ważna informacja ponieważ przed uszkodzeniem kości dawała sygnały dźwiękowe POST głośniczkiem.

Po kolejnym researchu podejmowałem różne próby – wypełnianie kości danymi od połowy tym samym plikiem co na początku (kość była dwukrotnie większa niż oryginał) czy zwieranie pinu adresowego A16 do masy (aby uniknąć problemu z zakłóceniami na pinach adresowych „wiszących” w powietrzu). Żadna próba nic nie zmieniła.
Doszedłem do wniosku że należy zdobyć kość najbardziej zbliżoną do oryginalnego Intela N28F001BX-T150 i ponowić próbę.

Rewizyty płyt głównych – Abit, Gigabyte oraz DFI

Podczas przeglądania mojej skrzyni złomu na rozlut znalazłem kilka ciekawych płyt głównych które trafiły do skrzyni z powodów teoretycznie błahych – nie uruchamiały się. Jako że minęło sporo czasu a ja zyskałem nowe doświadczenie, postanowiłem dać im drugą szansę.

Abit NF7

Płyta swój debiut miała w TYM wpisie. Gdy ją otrzymałem była w pełni sprawna i nic nie wskazywało na to że może jej się coś stać. Jakiś czas później, przy kolejnej próbie testowania, okazało się że kompletnie umarła. Zero aktywności BIOS.

Gdy po ponad 3. latach leżenia w skrzyni sprzętu na rozlut ponownie jej się przyjrzałem, zauważyłem że nie posiada zworki CLR_CMOS. Założyłem więc nową i złożyłem na szybko testbench z nią w roli głównej.
Przy pierwszej próbie nie uruchomiła się. Po podmianie RAMu ożyła!

Szybkie testy w BIOS pokazały że ma się całkiem dobrze. Zaprogramowałem jej najnowszy BIOS a potem przeprowadziłem pełne testy w Mersenne Prime Test i Memtest86 z Athlonem XP 2000+ na pokładzie.

Wymieniłem pastę termoprzewodzącą mostka północnego.

Podejrzewam że płyta mogła nie działać z powodu brakującej zworki – z doświadczenia wiem że brak takiej zworki powoduje ciągły stan wysoki na linii RESET przez co płyta nie jest w stanie w ogóle się uruchomić. Jej zachowanie wtedy przypomina takie, jakby nie miała BIOSu.

Gigabyte GA-7VT600

Płyta uruchamiała zabezpieczenie przeciwzwarciowe zasilacza od razu po włączeniu. Sprawdziłem multimetrem, w trybie omomierza między masą a głównymi szynami zasilania w gnieździe ATX, gdzie występuje zwarcie.
Po chwili badania okazało się że płyta ma zwarcie na szynie 5V i 3.3V do masy.

Przy użyciu zasilacza regulowanego wstrzyknąłem napięcie 5V do linii 5V i masy. Grzał się MOSFET AP15N03H oraz regulator napięcia APL1084. Elementy można było bezpiecznie uznać za uszkodzone więc po prostu uciąłem ich nóżki.
Po ponownym wstrzyknięciu napięcia tym razem grzał się układ SuperI/O Winbond (odpowiedzialny za komunikację między szyną ISA a interfejsami jak RS232, LPT, BIOS, FDD czy monitoring temperatur i kontrolę wentylatorów).

Uznałem że tego typu usterka nie ma sensu dalszej naprawy. Nie dotarłem nawet do etapu prób z szyną 3.3V, a na samej szynie 5V było zbyt wiele problemów. Można było uznać że sprzęt został zabity słabej jakości zasilaczem lub przez piorun. Trafi więc na rozlut.

DFI NF4 LanParty

Płytę pozyskałem w Gdańsku od pewnego starszego człowieka będącego serwisantem komputerowym. Podarował mi płytę za darmo nie dając jej za wiele szans. Jak sam zobaczyłem jej stan to również nie dawałem jej wielu nadziei.
Płyta miała bardzo wyraźne ślady masakracji mostka przez reflow, złącze ATX było przytopione, na rewersie znajdowała się masa topnika i rys na soldermasce.

Po identycznym jak w przypadku Gigabyte’a badaniu multimetrem okazało się że sprzęt ma zwarcie do masy na liniach: 12V, 5V, 5Vsb (standby) i 3.3V. Więc w praktyce wszystkie linie jakie się dało były zwarte.

Wstrzyknąłem do linii 5V napięcie 5 woltów. Grzał się regulator napięcia AZ1084D-ADJE1. Po ucięciu jego nóżek zwarcie nie zniknęło.

Patrząc jednak na stan płyty uznałem że winowajcą pewnie jest absurdalny stan chipsetu i naprawa nie ma absolutnie żadnego sensu. Więc płyta trafi na rozlut.

Telewizor ze śmietnika

Pewnej dzikiej nocy, podczas jeżdżenia po Gliwicach, znalazłem przy śmietniku na elektrośmieci telewizor. Stał w deszczu, pod gołym niebem. Uznałem że go wezmę, będzie na części najwyżej.
Stał u mnie w pokoju kilka dni. Postanowiłem że go uruchomię, wbrew pierwotnym obawom o wywalenie bezpieczników.
Okazało się że… TO ŻYJE!

Ktoś wyrzucił w pełni sprawny telewizor na śmietnik na deszcz i brud. Postanowiłem że doprowadzę sprzęt do porządku i najpewniej – sprzedam.

Sprawny TV przed czyszczeniem

Zabrałem się za demontaż obudowy. Najpierw podstawa, potem tylna klapa. Wszystkie luźne elementy umyłem w wodzie z płynem do naczyń.
Inspekcja elektroniki ukazała że faktycznie nie ma tutaj uszkodzeń. Kondensatory w dobrym stanie, zero spuchnięć, wylanego elektrolitu, spalenizny. Płytki wykręciłem i porządnie odkurzyłem oraz przedmuchałem. Wnętrze wytarłem z kurzu szmatką i pędzlem. Dodatkowo przedmuchałem całość.
Matryca i front wyczyściłem najlepiej jak się dało za pomocą szmatki oraz płynu do okien. Pozbyłem się też fabrycznych naklejek reklamujących niesamowite funkcje.

Gdy wszystkie elementy wyschły, telewizor złożyłem do kupy. Wszystko wskazuje że jest w pełni sprawny – zero uszkodzonych pikseli, nie pojawiają się żadne artefakty czy pasy, kolory są w porządku, jasność również, menu telewizora działa.
Wszystko wskazuje na to że zdobyłem za darmo 32″ TV LG 32LG5700. Planuję TV sprzedać po poddaniu go bardziej rygorystycznym testom.

Naprawa i testy kilku płyt głównych

ASRock K7VT2 REV. 2.01

Płyta główna z mojej czynnej kolekcji. Przy przeglądaniu zbiorów spostrzegłem że kilka kondensatorów w sekcji zasilania procesora spuchło. Należało abym się tym zajął.

Typowa operacja wymiany kondensatorów – wylut zmęczonych elementów przy pomocy stacji na gorące powietrze, oczyszczenie otworów lutowniczych również przy użyciu gorącego powietrza oraz odsysacza ręcznego.
Następnie zamontowałem nowe kondensatory, odgiąłem ich nóżki aby się trzymały przy lutowaniu, i cynowałem lutownicą kolbową pady. Przez ogromną pojemność cieplną płyt wielowarstwowych, z dużymi połaciami miedzi na liniach masy, lutowanie samą kolbówką nie wychodzi za dobrze. Ostatecznie koniecznym było wspomaganie się gorącym powietrzem i jednoczesnym poprawianiu lutów.
Na koniec zostało obciąć nóżki elementów i oczyścić z topnika przy pomocy wacika i rozpuszczalnika.

Sprzęt dodatkowo zyskał nowy radiator mostka. Taki który nie miał w połowie zmazanego loga ASRock. Wymieniłem przy tym pastę termoprzewodzącą tego elementu.

Płyta przeszła wszelkie testy Mersenne Prime i Memtest86+ pomyślnie po czym wróciła do czynnej kolekcji.

Gigabyte GA-7VT600 1394

Powiecie – „Déjà vu, to już było. Tam wyżej”. Otóż nic bardziej mylnego!
Płyta główna którą tu opiszę to niemal identyczny model do tej opisywanej wcześniej lecz wyposażona jest w kilka dodatkowych funkcji. W tym tytułowe FireWire, SATA I czy lepszy mostek południowy.

Problem tej płyty jest dość niecodzienny

W wielkim skrócie:
Z dnia na dzień przestała działa stabilnie. Na procesorach z taktowaniem FSB wyższym niż 100MHz nie uruchamia się w ogóle. Na procesorach z FSB 100MHz np. Duron działa akceptowalnie. Uznałem że wykonam aktualizację BIOS bo może uszkodził się. Szybko wyszło że sprzęt w ogóle nie startuje ze sprawnych dyskietek poprzez zintegrowany kontroler FDD. Podłączyłem więc napęd na USB. Na nim płyta wczytała dyskietkowego MS-DOSa i byłem w stanie bez większego problemu wykonywać operacje. Więc załadowałem drugą dyskietkę z aplikacją aktualizującą oraz plikiem wsadu BIOS.
Aktualizacja wykonała się, w dodatku rzekomo poprawnie. Wykonałem reset i… cegła.
Płyta posiada system DualBIOS lecz mimo to kompletnie umarła.

Kości ROM przed wylutem

Minęło dużo czasu…

Zakupiłem w tym czasie programator EEPROM TL866II Plus. Zabrałem się za dalszą naprawę.

Na sam początek należało wylutować obie kości EEPROM. Wykonałem to przy pomocy gorącego powietrza.
Następnie lutownicą kolbową i plecionką miedzianą oczyściłem pady lutownicze ze starej cyny.

Do obu pamięci zaprogramowałem identyczny plik binarny pobrany z paczki aktualizacji BIOS ze strony Gigabyte. Po zweryfikowaniu poprawności zapisu (a więc zarazem sprawności pamięci) zabrałem się za lutowanie.
Na pady lutownicze nałożyłem małą ilość cyny. Topnik w takich momentach jest kluczowy.
Wymieniłem grot w kolbie na szerokie dłuto skośne a’la skalpel.
Nałożyłem dodatkowy topnik na pady i położyłem obie pamięci na swoje miejsce na płycie.
Gorącym powietrzem ogrzewałem oba układy aż dobrze osiadły na pocynowanych padach. Poprawiłem je delikatnie pęsetą.
Następne przy użyciu kolbówki z nowym grotem przejechałem pod kątem po pinach i padach aby lepiej rozprowadzić cynę i mieć pewność że wszystkie nóżki układów złapały połączenie. Wykonałem to kilkukrotnie za każdym razem nakładając na grot trochę świeżej cyny.

Zakończone prace, przed oczyszczeniem z topnika

Na koniec oczyściłem całość z topnika.

Dodatkowo płyta zyskała nowe złącza SATA, ponieważ poprzednie należały do typu biednych. W dodatku jeden z nich był połamany. Nowe złącza są lepszej jakości i akurat pasowały idealnie.
Wymiana złącz odbyła się podobnie do wymiany kondensatorów – usunąć złącza gorącym powietrzem i oczyścić otwory odsysaczem. Wlutować nowe złącza lutownicą kolbową.

Test!

Cóż… Cała ta praca nie zdała się na wiele. Tak, płyta ponownie startuje ale jej objawy sprzed uceglenia nadal są obecne i nie mam pojęcia z czego mogą wynikać. Różne procesory, różne zasilacze, różne pamięci.
Jako akt ostateczności kiedyś wymienię wszelkie kondensatory elektrolityczne jakie się na niej znajdują. Jeśli to nie pomoże to nie mam pojęcia co.
Jeśli ktoś z Was ma pomysł – piszcie!

Reszta płyt głównych i kart graficznych

Poza wyżej wymienionymi naprawami na serwisie miałem jeszcze kilka modeli płyt i grafik. Nie będę im poświęcał poszczególnych sekcji tego wpisu bo nie ma za bardzo sensu.
Ot standardowe mycie, wymiany past i testy płyt głównych i kart graficznych.
Pośród nich modele płyt:
MSI 848P Neo-V, Asus P5KPL-AM IN/ROEM/SI, Gigabyte GA-EP43T-UD3L 1.0, EPoX EP-8NPA7I, płyta główna z komputera HP NetServer E60 (D7140-60000 / 5183-9868).
I karty graficzne:
PixelView GeForce MVGA-NVG11AM 64MB, Nvidia GeForce2 MX200 32MB, Asus EAH4650/DI/1GD2(LP).
Poza tym przewinęło się kilka innych modeli których nie zapisałem w notatkach.

Podsumowanie

W tych miesiącach wpis wydaje się być całkiem obszerny. Złudne gdyż nie wolno zapomnieć że to 4. miesiące w jednym podsumowaniu. Mimo to wydaje mi się że nie było tak źle biorąc pod uwagę ilość prokrastynacji i spontanicznych planów.

Dzięki wielkie za czytanie! Zachęcam do komentowania wpisu na blogu jak i fanpage oraz do jego lajkowania i udostępniania!