Podsumowanie miesiąca #3, 4, 5 – Marzec/Kwiecień/Maj 2019

Bardzo często się zdarza że nie opisuję jakiegoś projektu lub naprawy na blogu. Dlaczego? Otóż wynika to z tego że sporo projektów i napraw jest dość powtarzalnych lub krótkich. Zdecydowałem więc, wraz z nastaniem nowego roku, że rozpocznę nową, REGULARNĄ (WOW!) serię wpisów podsumowujących każdy miesiąc. Oczywiście o ile w danym miesiącu będzie się dało w ogóle cokolwiek napisać.
Będę w tej serii opisywał projekty krótsze które nie zasługują na posiadanie dedykowanego pełnego wpisu.
Zapraszam na trzeci, łączony wpis z serii PODSUMOWANIE MIESIĄCA!

W tym miesiącu nie poszło zgodnie z planem. Trzymiesięczna obsuwa z serią poskutkowała tym wpisem – podsumowaniem trzech ostatnich miesięcy. Wynika to głównie z połączenia mojego lenistwa i braku czasu za co przepraszam. Choć też nie ma co zbytnio narzekać gdyż te miesiące nie były nadto owocne w projekty. Ale do rzeczy.

Czyszczenie procesorów

Przez lata nazbierało mi się sporo przeróżnych procesorów. Gromadziłem je w dedykowanym kartoniku w celu późniejszego oczyszczenia z past termoprzewodzących i naklejek gwarancyjnych.
Większość z zebranych procesorów wymagała prostowania pinów które trwa nazbyt długo i w tamtej chwili nie chciało mi się tego robić. Więc wybrałem paczkę procesorów które wymagały jedynie czyszczenia i miały względnie proste piny.

W zestawie znalazły się głównie procesory antyczne pokroju 486, Celeronów i PIII na Socket 370 czy Pentiumów na Socket 7 ze względu na ich łatwość czyszczenia.

Usunąłem syf z procesorów za pomocą rozpuszczalnika ekstrakcyjnego ze względu na jego moc która potrafi rozpuścić nawet antyczne pasty, syf, kurz i naklejki gwarancyjne (choć te i tak wymagały często pomocy płaskiego śrubokręta gdyż często są wykonane z plastiku a nie papieru i rozpuszczalnik nie jest w stanie łatwo osłabić kleju).
Po całej operacji procesorki wyglądają niemalże jak nowe. No… prawie 😀 Ale można powiedzieć że są zdecydowanie czyste!

Modemoroutery ZyXEL Prestige 100IH

Gdy jeszcze chodziłem do, ukończonej już <3, szkoły, dostałem od nauczyciela dwa modemoroutery ISDN marki ZyXEL. Na jednej sztuce napisane było markerem że jest uszkodzona. Sprzęt przeleżał bardzo długo w pudle oczekując na czyszczenie z kurzu (gdyż leżały cholera wie ile w piwnicy szkoły) i testy.

Na początek należało ZyXELe wyczyścić. Rozebrałem je więc, obudowy umyłem w wodzie z płynem do naczyń; To samo z płytami głównymi. Napisy markerowe z obudów usunąłem denaturatem. Obudowa jednej z jednostek wymagała przyklejenia na kropelkę dystansu montażowego dla śruby mocującej PCB.

Testy

Modemy dostałem bez zasilaczy ale są one w stanie działać na zwykłych 12V zasilaczach.
Po uruchomieniu pierwsze co się rzucało w uszy to to że obie sztuki mają piszczące transformatory w przetwornicy zasilającej. Nic poważnego, co najwyżej może komuś przeszkadzać. Dźwięk cichnie z czasem.

Sprzęt posiada gniazda RS-232 więc użyłem ich do podglądu stanu. Jeden z modemów uruchamia się poprawnie lecz zatrzymuje się na procesie inicjalizacji ISDN. Niestety ja nie posiadam żadnego źródła sygnału ISDN więc sprzęt wisi w tej fazie i nie działa… Nie działa routing, nie działa hub LAN, nie przypisuje IP.

Naprawa firmware

Druga sztuka miała poważniejszy problem – uszkodzony firmware.
Po dłuższym czasie wertowania instrukcji obsługi i service manuali dowiedziałem się o kombinacji klawiszy (której teraz już zapomniałem…) która umożliwia zatrzymanie procesu uruchamiania firmware i wywołuje menu serwisowe. Z menu tego można wybrać… tryb aktualizacji oprogramowania po RS-232 w trybie XMODEM. Wybrałem ten tryb i przez Hyper Terminal wysłałem najnowszy znaleziony na FTP ZyXELa firmware dla tego modelu.
Po wysłaniu modem zrestartował się i zadziałał! Niestety również zatrzymuje się na procesie inicjalizacji ISDN.

Wygląda na to że bez źródła sygnału ISDN wiele nie zdziałam. Chyba że ktoś z czytających zna jakąś metodę na oszukanie sprzętu aby uznawała że jest podłączona do linii telefonicznej? Piszcie w komentarzach.

Modyfikowanie płyty głównej Asus/HP NRL-LS

W zasadzie powinienem tę płytę nazwać HP 308653-002 gdyż taki właśnie model ona posiada. Jest to OEMowy produkt Asusa dla komputerów HP. Asus produkował niemalże identyczne płyty markowane modelem NRL-LS. Różnice między płytami można zaobserwować w złączach na przykład Front Panel, czujnika otwarcia obudowy czy choćby po BIOSie.

OEMowe rozwiązania jakie zostały użyte w mojej sztuce nie przypadły mi do gustu ze względu na niestandardowe typy złącz czy choćby nierzadko brak oznaczeń pinów. Lecz łatwo da się zauważyć że Asus nie stosował bardzo odmiennych rozkładów PCB między modelami. Płyta HP OEM posiada miejsca i pola lutownicze na standardowe konektory takie jak w NRL-LS.
Uznałem że nie będę nawet specjalnie sprawdzał tych pól lutowniczych i od razu przejdę do modyfikacji płyty.

Modujemy!

Na sam początek zabrałem się za wymianę złącza Chassis Intrusion czyli czujnika otwarcia obudowy. BIOS przy każdym włączeniu płyty krzyczał o otwarciu obudowy a komunikatu nie dało się wyłączyć. Zauważyłem że w konsumenckiej wersji NRL-LS istnieje standardowe 3-pinowe złącze czujnika. I faktycznie, po przyjrzeniu się płycie, takowe miejsce na 3-pinowe złącze jest.

Wylutowałem więc lutownicą odsysającą cynę z pinów OEMowego złącza po czym usunąłem je. Otwory zalutowałem cyną aby wyglądało to estetyczniej.
Trzy otwory w miejscu nowego złącza oczyściłem z cyny również lutownicą odsysającą. W pudle elektroniki wyszukałem pasujący rząd styków goldpin i wlutowałem w to miejsce. Na dwa zbliżone piny założyłem zworkę aby „oszukać” płytę jakoby czujnik był cały czas zamknięty.
Modyfikacja powiodła się; Płyta nie przerywa startu komputera komunikatem.

Następną modyfikacją jaką należało wykonać było usunięcie niestandardowego i nieoznaczonego konektora złącz przedniego panelu. Zaraz obok znajdował się rząd otworów oznaczony na soldermasce „ASUS_PANEL1” z zaznaczonymi oznaczeniami dla przycisku włączenia, resetu i diody power.
Lutownicą odsysającą wylutowałem OEMowy „FRONT_PANEL”, zalutowałem pozostałe otwory. Pady lutownicze panelu standardowego również oczyściłem lutownicą. W otwory wrzuciłem podwójny rząd pinów goldpin. Przylutowałem całość.
Test wykazał że nowe standardowe goldpiny są aktywne i działają tak jak należy.

W celu odsysania cyny z otworów niekiedy zmuszony byłem dodać świeżej cyny ołowiowej i topnika. Za każdym razem stary topnik usuwałem.

Ostatnie kroki

Wymieniłem również pastę termoprzewodzącą chipsetu a płyta została uprzednio umyta.
Niestety jeden ze slotów PCI-X (PCI 64 bit) jest zniszczony i wymaga wymiany. Nie posiadam jednak w tej chwili dawcy takiego slotu więc póki co usterka pozostaje. Żadne piny nie są zwarte a płyta przeszła szereg testów w Mersenne Prime Test i Memtest.

Uszkodzone złącze PCI-X

Zmartwychwstanie dysku Seagate 320GB IDE

Otrzymałem, jako trupa, dysk twardy Seagate Barracuda ST3320820ACE 320GB IDE. Dysk zachowywał się niestabilnie gdyż działał raczej powoli, nie dawało się z niego uruchomić systemu lecz jako dysk na dane był okej. W BIOS również był wykrywany. Gdy trafił do mnie wszystkie objawy potwierdziłem. Zauważyłem też że dysk działa w trybie PIO. Stawiałem na uszkodzony firmware który chciałem zaktualizować. Nie znalazłem nowszej wersji więc skreśliłem ten pomysł. Uznałem że usunę płytkę PCB i sprawdzę jej stan.

Po wyjęciu płytki zauważyłem sporo utlenienia warstwy złota na stykach łączących głowice i silnik napędowy platerów. Uznałem że je pocynuję cienką warstwą.
Nałożyłem cynę na pady z użyciem topnika. Usunąłem cynę plecionką. Została bardzo cieniutka warstwa cyny.

Przy dalszych oględzinach zauważyłem potencjalną przyczynę problemów – jeden z pinów złącza ATA został „wbity” w głąb złącza przez co nie kontaktował we wtyku taśmy ATA. Złapałem szczypcami pin i wyciągnąłem go silnie ciągnąc.
Poza tym nie znalazłem innych uszkodzeń.

Po złożeniu dysku i przeprowadzeniu zerowania i skanowania wszystko było jasne. Problemem był najprawdopodobniej pin w złączu ATA gdyż dysk po naprawie działa idealnie, nie ma bad sektorów a stan SMART i platerów jest niemalże idealny.

Dane SMART przed naprawą

Zabawy z modemem sieciowym DOCSIS marki Arris

Dawno temu dostałem modem sieciowy Arris CM550. Pewnego wieczora nudziło mi się ale zarazem nie miałem ochoty na bardziej ambitne projekty. Pomyślałem że spróbuję dostać się do systemu wspomnianego modemu i sprawdzić czy da się jakoś zmodyfikować jego oprogramowanie.

Rozebrałem sprzęt z obudowy, zlokalizowałem rząd 4-pin który najprawdopodobniej był wyjściem RS-232 UART który daje możliwość podglądu co się dzieje ze sprzętem zanim jeszcze się uruchomi system operacyjny. Wlutowałem rząd 4. pinów goldpin i multimetrem znalazłem masę GND oraz metodą prób i błędów podłączając zamiennie przewody konwertera USB do UART RS-232 znalazłem piny TX i RX.

Sprzęt na stole operacyjnym

Podłączyłem do portu LAN kabel sieciowy, podłączyłem UART i uruchomiłem urządzenie wypatrując informacji na terminalu Putty.

Terminal UART RS-232

W samym terminalu nie znalazłem szczególnie przydanych informacji czy możliwości hackingu tego sprzętu.
Jednak po LAN to już inna historia. Z pomocą narzędzia Wireshark poznałem IP urządzenia dzięki któremu udało mi się dostać do panelu administratorskiego.

Sam panel administratorski nie szczyci się wieloma opcjami konfiguracji. Ot garść informacji sprzętowych i o oprogramowaniu. Jednak po dłuższej chwili w internecie znalazłem jakoby Arris wykorzystywał ukryty panel dla monterów. Panel ten używa systemu Password-of-the-Day. Czyli każdego dnia mamy inne hasło. W sieci istnieją kalkulatory aby otrzymać takowe hasło na tacy. Wystarczy modem zresetować do ustawień fabrycznych (co kasuje datę do domyślnej wartości czyli [chyba] początku czasu Uniksa), przejść pod link gdzie wpisujemy hasło, podać hasło wygenerowane w generatorze i mamy dodatkową zakładkę administratorską w panelu.
Niestety dodatkowa zakładka nie daje nam użytecznych ustawień. Znów tylko dodatkowa garść informacji sprzętowych i na temat oprogramowania.

Panel administratorski

Póki co nie publikuję linków ani zasobów. Chciałbym kiedyś dostać się do shella modemu i użyć go niejako jak komputera. Ale to na inną okazję. Gdy to nastąpi oczywiście będzie wpis z materiałami.

Reflash oprogramowania pendrive’a

Na niedawnej 2019 Majówkowej edycji StareParty zakupiłem za 2zł dwa pendrive’y 16GiB. Jeden od razu sprzedałem znajomemu za 2zł więc wyszedłem finansowo na zero a zyskałem darmowego pendrive’a.

Z penkiem niestety był problem. Pierwszy to brak obudowy. Drugi to jego niestabilność i mocne spowolnienie transferów powyżej 1GB zajętości kości flash. Uznałem że za taką cenę zdecydowanie warto spróbować sprzęt naprawić, szczególnie że nie pogardzę pamięciami na USB. Dobre nośniki kompilacji LiveCD 😀 .

Naprawa

Po oględzinach płytki i wtyku pomyślałem że problem leży raczej w uszkodzonym kontrolerze, jego oprogramowaniu lub samej kości NAND gdyż fizycznie wszystko wyglądało w porządku. Szczoteczką do zębów wyczyściłem wtyk i płytkę.

Sczytałem z kontrolera jego model i zacząłem szukać informacji na jego temat. Znalazłem na ruskiej stronie bazę aplikacji używanych do programowania nośników w fabryce. Pobrałem najnowszą wersję, uruchomiłem na moim serwisowym laptopie z Windowsem XP i podłączyłem pendrive’a. Niestety oprogramowanie odmawiało rozpoznania sprzętu ze względu na nieznany model NANDu.

Po dłuższych poszukiwaniach znalazłem w sieci starszą wersję oprogramowania która miała działać. Pobrałem, wypakowałem, uruchomiłem. Zmieniłem język na angielski (chinglish…) i zacząłem przeglądać ustawienia. Odnalazłem tam mnóstwo ciekawych ustawień ale uznałem że nie będę za bardzo ruszał tego czego nie jestem pewien. Podałem rozmiar kości w gigabajtach, model kontrolera, tryb pracy diody LED, ustawiłem numery VID i PID, ustawiłem format partycji, priorytet szybkość-pojemność (mniejsza zajętość sektorów NAND = większa szybkość. Prawdopodobnie wolne sektory używane są jako cache czy coś w ten deseń) na 90% zajętości. Na koniec zmieniłem również nazwę urządzenia na własną – AveoWorklogs USB 2.0 Disk. Po konfiguracji rozpocząłem flashowanie.

Testy i czynności końcowe

Flash trwał długo ale ostatecznie zakończył się powodzeniem. Pendrive działa względnie szybko, szybciej niż poprzednio i stabilnie. No i mam pendrive sygnowany AW 😀 . Niestety po flashu się okazało że model został obcięty do „AveoWork” gdyż flasher nie poinformował o przekroczeniu limitu znaków. A że flash trwał grubo ponad godzinę to uznałem że niech już tak zostanie.
Dodatkowo wykonałem test nośnika w H2testw który przeszedł pomyślnie. A, no i muszę wspomnieć że nośnik zyskał na pojemności bo z ~15,5GiB zrobiło się ~16,5GiB.

Nowy identyfikator nośnika

Zwieńczając naprawę znalazłem w szrocie obudowę po moim padniętym dawno temu bardzo podobnym nośniku Platinet. Płytka pasowała do obudowy idealnie. Usunąłem lakierowane logo rozpuszczalnikiem i zamontowałem płytkę wewnątrz obudowy. Okazało się ostatecznie że takowa obudowa była oryginalna dla tego modelu pendrive’a.

Nowa obudowa penka

Materiały również udostępnię… kiedyś 😀 Każdy pendrive i tak naprawia się na podstawie modelu kontrolera i NANDu więc wystarczy tylko poszukać w Google po modelu z dopiskiem „reflash”.

Konserwacja monitora Dell 2001FP

W paczce z darami od znajomego otrzymałem monitor Dell 2001FP który posłuży mi jako wyborny monitor serwisowy. Urządzenie wyposażone w wejście kompozytowe, s-video, analogowe VGA D-SUB, cyfrowe DVI, hub USB 2.0, złącze zasilania 12V dla opcjonalnego soundbara i złącze zasilacza monitora.

Bogaty zestaw wejść

Całość dotarła w paczce wypełnionej workami z kulkami styropianowymi. Worki niestety nie były szczelne przez co cały karton był wypełniony kulkami które powchodziły w monitor. Koniecznym więc było rozebranie monitora i usunięcie kurzu, kulek jak i umycie obudowy.

Zestaw przed konserwacją

Otwarcie monitora sprowadzało się do zdjęcia stopki, wykręcenia czterech śrub pod mocowaniem stopki. Następnie należało podważyć zaczepy na bokach urządzenia wzdłuż szczeliny między plastikami. Niestety otwierakiem nie dało rady gdyż tylko się wyginał. Zmuszony byłem użyć płaskiego szerokiego śrubokręta. Nie obyło się bez pękniętych zatrzasków i lekkich uszczerbień krawędzi plastiku.
Po uwolnieniu zaczepów wystarczyło złapać, od strony matrycy, za ramkę, wkładając palce pod nią, i pociągnąć. Należy uważać na taśmę sygnałową podłączoną do przycisków panelu przedniego.
Po zdjęciu ramki można było wyjąć matrycę z elektroniką z tylnej części obudowy. Całość powinna wyjść po pociągnięciu.

Obudowa trafiła do wanny z ciepłą wodą i płynem do naczyń. Z kolei matrycy i elektroniki nie rozbierałem dalej. Odkurzyłem wszystko odkurzaczem i wilgotną szmatką.
Po umyciu obudowy pędzlem w wannie i osuszeniu całość złożyłem.

W trakcie mycia

Po złożeniu uruchomiłem monitor aby sprawdzić jego sprawność, czy występują skazy matrycy. Wszystko jednak wyglądało na sprawne. Nic nie jest porysowane, zero martwych pikseli czy pasków.
Ze względu na bogaty zestaw wejść zdolny zaspokoić potrzeby przy używaniu sprzętu retro jak i nowoczesnego, monitor trafi do mojego kąta serwisowego.

Podsumowując ostatnie trzy miesiące

Trochę mało produktywnie ale lepsze to niż nic.
Poza wymienionymi projektami zajmowałem się jeszcze na przykład routerami WiFi. Nie przytoczyłem ich jednak we wpisie gdyż piszę tę sekcję post scriptum i uznałem że przez brak materiału nie ma sensu tego tu wstawiać. Niewykluczone jednak że pojawi się kiedyś odrębny wpis.
Poza tym zajmowałem się pewnie jakąś drobnicą ale nie jestem sobie w stanie teraz przypomnieć co było robione. Nie mam zdjęć czyli nie było to nic znaczącego.

To by było na tyle w tym podsumowaniu.
Dzięki wielkie za czytanie. Zachęcam do komentowania wpisu na blogu jak i fanpage oraz do lajkowania samego fanpage i udostępniania.