Łódź to miasto o bogatej tradycji, ale też pełne podziałów. Od lat w mieście trwa rywalizacja pomiędzy ŁKS-em a Widzewem. To też powoduje, że część mieszkańców jest za pierwszymi, a część za drugimi. Warto jednak zastanowić się nad tym, w jaki sposób adrenalina i sportowe emocje budują tożsamość mieszkańców?
"Wojna" między mieszkańcami
Nie da się ukryć, że derby Łodzi to jedno z najważniejszych wydarzeń na piłkarskiej mapie Polski. Co ciekawe, to właśnie mecz dwóch łódzkich zespołów był w 1927 roku pierwszym oficjalnym spotkaniem Polskiej Ligi Piłkarskiej. Pierwszy jednak mecz między ŁKS-em a Widzewem miał miejsce dopiero po wojnie, w 1948 roku. Potem, liczba oficjalnych spotkań między drużynami przekroczyła już 70.
Łódź pod względem kibicowskim jest dość specyficzna, albowiem od razu widać podział na dwa obozy. Umownie przyjmuje się, że wschodnia część miasta jest za Widzewem, natomiast zachodnia za ŁKS-em. Można zatem powiedzieć, że w miejsce, w którym się ktoś urodził czy mieszka, jednocześnie determinuje to, kogo się wspiera.
Wiele jest także uzależnione od tego, jak mocna społeczność znajduje się w danym regionie. Bywa, że niektóre obszary są przejmowane przez jedną czy drugą grupę. Mamy tu konflikt historyczny, który jest łagodniejszy od tego, co można przeczytać o sytuacji choćby w Krakowie czy na Górnym Śląsku. Wielu kibiców obu drużyn to po prostu pasjonaci sportu, którzy w wolnym czasie szukają różnych form emocji – od okazjonalnej rozrywki w vox kasyno, przez śledzenie statystyk, aż po wspólne kibicowanie na stadionie czy przed telewizorem.
Do dziś w zasadzie kultowy jest pojedynek w mieście na graffiti, a w zasadzie na hasła w śmieszny sposób oczerniające drugą stronę. Wśród haseł mogliśmy znaleźć takie jak: ŁKS żartuje z poważnych tematów, Widzew nosi buty na rzepy, ŁKS myśli, że In Vitro to pizzeria, Widzew sika na siedząco. To tylko pokazuje, że rywalizacja w mieście nie musi ograniczać się do bicia, totalnego wandalizmu.
Widzew imponuje frekwencją
Oba łódzkie zespoły mają za sobą zarówno chwalebne czasy, jak i te, o których chciałyby zapomnieć. Nie da się ukryć, że w szczególności imponuje nam postawa Widzewiaków. Trudna sytuacja finansowa sprawiła, że klub ten w sezonie 2015/2016 znalazł się w IV lidze, zaczynając w zasadzie wszystko od początku. Mimo to z odpowiednim planem zaczął piąć się przez kolejne szczeble rozgrywkowe. Ukoronowaniem tego wszystkiego był awans do Ekstraklasy w 2022 roku.
Trzeba jednak wspomnieć o kibicach. Ci zawsze wspierali swój klub, mocno to okazując właśnie na meczach. Kiedy w 2017 roku otwarto nowy stadion, sympatycy drużyny dokonali niemożliwego i od razu wykupili wszystkie karnety na sezon, choć wciąż mowa o niższym szczeblu rozgrywkowym. I tak jest każdego roku, kiedy to karnety wyprzedają się w kilka godzin, więc osoby spoza Łodzi często mają mniejsze szanse kupienia biletu na mecz. Sam stadion ma pojemność ponad 18 000 osób, a coroczna średnia na meczach wynosi ponad 17 000! A przecież trzeba wziąć pod uwagę strefy buforowe, sektory dla gości. Gdyby nie to, to pewnie moglibyśmy mówić nawet o 100% na meczach. Dzięki temu Widzew plasuje się w czołówce Ekstraklasy, zapełniając stadion, z czym mają problemy w Warszawie, Poznaniu czy Gdańsku.
Atmosfera na meczach Widzewa uważana jest za jedną z najlepszych w Polsce, gdzie każdy jest w stanie się odnaleźć – ultrasi, jak i rodziny z dziećmi,. To pokazuje zatem, że spora część miasta żyje każdym meczem, a już teraz mówi się o tym, że należy rozbudować stadion, aby więcej osób miało możliwość przychodzenia na mecze.
ŁKS słabiej, ale też z mocą
Stadion Miejski w Łodzi to z kolei miejsce, w którym na co dzień urzęduje ŁKS. Ten obiekt również jest w stanie pomieścić ponad 18 000 osób. Frekwencja jest tu jednak o wiele słabsza niż na Widzewie. I nie ma tu akurat znaczenia, o jaki poziom rozgrywek chodzi. Gdy ŁKS grał w Ekstraklasie średnio na stadionie zasiadało około 9000 widzów, czyli obiekt zapełniony był w połowie. W I lidze wygląda to gorzej, gdyż w rundzie jesiennej obecnego sezonu frekwencja wyniosła niecałe 6600 na mecz. Nie oznacza to jednak, że ŁKS nie cieszy się zainteresowaniem kibiców. Tu także można często liczyć na porządną atmosferę, ciekawe oprawy. Na prestiżowe mecze potrafi przyjść 15 czy 16 000 widzów, więc to pokazuje siłę tej społeczności.
Budowanie tożsamości
Z klubami w Łodzi sytuacja jest podobna jak w wielu polskich miastach – miłość do nich przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Do tego pokazaliśmy, że miejsce zamieszkania także determinuje przynależność klubową. Poszczególne rejony pełne są symboliki – murale, graffiti, pomniki. Dla wielu mieszkańców konkretny klub jest po prostu symbolem miasta. Nie dziwi zatem fakt, że w poszczególne weekendy nawet 20-30 tysięcy osób potrafi być na jednym z dwóch stadionów, dopingując swój zespół. A śmieszne napisy na murach pokazują tylko, że wojna kibicowska nie zawsze musi kończyć się na pięści czy noże.
