Zakładanie akwarium po długiej przerwie – dzień 1-9

Trochę historii

Kilka lat temu bardzo interesowałem się akwarystyką. Miałem w życiu kilka akwariów. Pierwsze akwarium miało około 50L i kilka różnych edycji – lepszych i gorszych. Bardzo stare czasy jak jeszcze miałem kilka lat. Następny zbiornik miał 112L i również miał kilka edycji i na nim się skończyło. W międzyczasie miałem jeszcze małe akwarium (około 10 – 15 litrów) które służyło za malutkie krewetkarium na biurku – była to istna tragedia…

Ostatnie, 112L, akwarium rozłożyłem około 4 lata temu. Był to bardzo budżetowy zbiornik – zwykły żwir rzeczny bez substratu i dodatków, korzeń, kilka kamieni, rośliny z niskimi wymaganiami, grzałka Aquael 100W, filtr kaskadowy Aquael Versamax 2 (aka FZN-2) a z czasem doszedł kubełek Aquael MiniKani 120.

Zawsze marzyło mi się piękne akwarium z minimalną ilością glonów i piękną roślinnością. Niestety w tymże zbiorniku miałem obudowę Wromak ze standardowymi, dwoma świetlówkami T8 chyba 18W. Były próby ulepszenia oświetlenia na 2x świetlówka T5, poszukiwanie innych rozwiązań które spalały na panewce. Głównie to było powodem tego że jedyne co tam rosło to kryptokoryny, mikrozorium i anubias. A raczej tylko egzystowało. Rośnięciem bym tego nie nazwał. Skutkowało to tym że glony rosły masowo. Dołączając do tego wielki zawód że nie wygląda to tak jak sobie marzę, nie chciało mi się o to dbać więc i rzadko podmieniałem wodę. Gwoździem do trumny był fakt że żadne z tych akwariów nie miało prawidłowego cyklu dojrzewania.

Pewnego dnia stwierdziłem że potrzebuję miejsca na rozwój pasji informatycznej. Zapadła decyzja o wywaleniu zbiornika z mojego pokoju do salonu i oddanie go pod opiekę w całości tacie. Tak się też stało.

Minęło kilka lat, mój pokój przeszedł remont. W trakcie planowania remontu (który odbył się niedawno) stwierdziłem że może warto powrócić do akwarystyki…

Planowanie

Nowy rozkład pokoju zaplanowałem tak, abym mógł obok biurka zmieścić wąską komodę z szufladami na której zmieszczę akwarium. Plan się w pełni udał. Komoda od razu po złożeniu okazała się na tyle wytrzymała i solidna że uznałem z tatą że da radę utrzymać stabilnie 30L zbiornik. Wzmocniłem jedynie blat komody od spodu listwą drewnianą i kilkoma wkrętami do drewna. Tak dla pewności i spokoju ducha.

Pierwotnie miałem zamysł założyć zbiornik typu Low-Tech – brak substratu i dodatków, węgiel w płynie i minimalna ilość nawozów w płynie lub ich brak. Jedynie oświetlenie miało być bardzo silne – rodem z akwariów High-Tech.

Zacząłem pytać na forach o dobór roślin i obsady do tych warunków. Ludzie mówili że nie mam pojęcia co robię i że wszystko mi padnie. Czy mieli rację?

Sprzęt i akcesoria

  • Wybór padł na 30 litrowy zbiornik o wymiarach 45 x 25 x 30 cm ze szkła typu float. Wymierzyłem wymiary blatu i na ich podstawie przeszukałem akwaria, mieszczące się w tych wymiarach, w lokalnym sklepie akwarystycznym na ich stronie internetowej. Docelowo zbiornik miał mieć sylikon czarny lecz przy zakupie okazało się że dostępny jest tylko biały. Na szczęście nie robi mi to żadnej różnicy. Ważne że akwarium pasuje idealnie na swoje miejsce.
  • Pod zbiornik, jako mata/podkładka, trafił, wycięty na wymiar, arkusz kasetonu styropianowego o grubości około 0,5 cm.
  • Jako filtrację wybrałem filtr kaskadowy Aquael Versamax 1 (aka FZN-1). Filtr takowy wybrałem ze względu na pewną, sprawdzoną na własnej skórze, jakość przy stosunkowo niedużej cenie i świetnej wydajności dla takiego litrażu. Martwiłem się jedynie o długość rury wlotowej ale po powrocie do domu okazało się że wszystko pasuje idealnie.
  • Ogrzewaniem wody zajmuje się grzałka HapPet (lub AquaT) o mocy 25W. Grzałka ta była absurdalnie tania, wyglądała na dobrą jakość i solidną. A że budżet był bardzo niski to nie mogłem narzekać. Do kontroli temperatury wybrałem zwykły, tani termometr samoprzylepny LCD. Również marki HapPet.
  • Oświetlenie akwarium to mojej własnej, domowej produkcji aluminiowa belka oparta o PowerLED.
  • Pokrywa zbiornika to aktualnie panel pleksiglasu o grubości 0,5 cm przyciętego na wymiar. Zostanie wymieniony na zwykłą szybę nakrywową ze względu na to że pleksiglas bardzo silnie się rysuje, rozprasza światło oraz z czasem zapada się do środka z powodu grawitacji. Utrzymywana jest ona metalowymi uchwytami do szyb nakrywowych.
  • Poza tym zakupiłem jeszcze czyścik magnetyczny no-name i malutką gąbkę która miała służyć jako prefiltr kaskady, jednakże zapewne jej nie użyję i zastąpię ją pończochą (zabiera za dużo miejsca, szybko by się zapychała).

Siatkę do wyławiania ryb miałem skitraną w szufladzie jako pozostałość starych akwariów.

Wystrój zbiornika

  • Jako podłoże wybrałem zwykły czarny żwir bazaltowy o granulacji 1 – 3 mm. Zakupiłem go w sumie 3 opakowania po 2 kg.
  • Wybrałem również skałę nazwaną w moim sklepie jako „Mini Krajobraz”. Skała jest mała i nie zabiera prawie w ogóle miejsca w toni zbiornika.
  • Dodatkowo zdecydowałem się na korzeń. W zbiorniku są dwa korzenie z czego jeden pozostał mi po starych akwariach a drugi zakupiłem w sklepie. Jest to korzeń DriftWood Red Moor o rozmiarze XS. Wybór był dość kiepski ale udało mi się wyłapać całkiem ciekawy korzonek.

Dotychczas wszystkie przedmioty zakupiłem w lokalnym sklepie akwarystycznym AQUAFLOR który osobiście bardzo polecam.

O roślinach opowiem później.

Zakładanie akwarium!

Kilka dni wcześniej

Nie mogłem się doczekać na postawienie szkła na szafce i wstępnego, „wirtualnego” planowania rozkładu roślin i ozdób. Zbiornik, część akcesoriów i sprzętu zakupiłem wiele dni przed właściwym zakładaniem akwarium. Jeszcze tego samego dnia ustawiłem zbiornik na miejscu na uprzednio przyciętym arkuszu kasetonu styropianowego i wypłukałem trzy worki żwiru który potem wsypałem do zbiornika. Żwir ułożyłem pod kątem – więcej przy tylnej szybie i mniej przy przodzie. Ustawiłem kamień w rogu a na środku, lekko na lewo, ustawiłem, po kilku próbach, korzenie. Nakleiłem termometr na boczną, lewą szybę akwarium. Grzałkę przymocowałem obok filtra.

Zacząłem ogarniać filtr. Płukanie całości na początek, test działania na sucho. Po czym zacząłem układać media filtracyjne. Domyślnie filtr ma dwa koszyki załadowane gąbką. Dla mnie jest to za mało więc uciąłem jedną z gąbek na pół i umieściłem na dnie koszyka. Zostało mi na balkonie trochę kulek keramzytowych które opłukałem i wsypałem na gąbki po brzegi koszyka. Przypadkiem kiedyś w internecie znalazłem pewien trik aby na koszyki, pod pokrywę filtra, ułożyć warstwę waty filtracyjnej. Podchwyciłem pomysł i tak zrobiłem. Na wlot filtra umieściłem małą gąbkę uprzednio nożyczkami poszerzając otwór. Filtr gotowy do pracy!

Po tym nadszedł czas poszukiwań taniego, lokalnego źródła roślin akwariowych np. akwarysta blisko mnie. Poszukiwałem na olx, allegro i grupach akwarystycznych na Facebooku.

Kilka dni później stwierdziłem że nowe korzenie są doszczętnie suche i żeby tonęły, należy je długo moczyć. Wsadziłem je więc do pojemnika z wodą i moczyłem ponad tydzień.

W międzyczasie stwierdziłem że jałowe podłoże nie jest dobrą opcją w takim akwarium. Na substrat z ziemi ogrodowej było już za późno. Poza tym bałem się trochę tego sposobu. Wybór padł na kulki gliniano-torfowe z allegro. Zakupiłem woreczek 50 sztuk za niecałe 4 zł. Gdy kulki dotarły umieściłem je w podłożu co kilka centymetrów. Nie żałowałem ich i ładowałem je dość bogato.

Dzień zero (niedziela)

Udało mi się znaleźć pewnego człowieka który ma kilka akwariów i sprzedaje z nich nadwyżki roślin. Skontaktowałem się i udało mi się bardzo tanio zakupić po 3-4 sadzonki tych gatunków:

Dodatkowo w rośliny zaczepiło się kilka sadzonek Eleocharis acicularis i masa Rzęsy wodnej (której się pozbyłem gdyż nie przepadam za roślinami pływającymi w akwarium). Z akwarium taty wziąłem kilka sadzonek Saggitaria subulata oraz jedną sadzonkę Cryptocoryne wendtii.

Rośliny należało ogarnąć. Dostałem sadzonki bardzo długie więc poprzycinałem je na fragmenty niewiele dłuższe niż połowa zbiornika. Bezlistne kawałki wyrzuciłem. Następnie całość dokładnie wypłukałem z rzęsy.

Zalewanie zbiornika można było rozpocząć. Była godzina około 22:30 więc nazwałem ten dzień „dniem zero”. Najpierw chciałem ponownie umieścić w nim korzenie. Niestety przez długi czas moczenia w wodzie obrosły brązowym śluzem. Dla pewności zdecydowałem się je wygotować w dużym garnku. Po wygotowaniu ich, zalałem zbiornik kranówą w około 85%. Wylałem wodę z garnka i opłukałem porządnie korzenie i umieściłem je w akwarium. Niestety wyszło że korzenie nadal są niewystarczająco mokre i wypływają. Wyjąłem je więc i rozmieściłem rośliny bez korzeni, na „oko”. Glossostigmę podzieliłem na cztery kępki i wcisnąłem je w żwirek. Posypałem kępki szczyptą żwiru aby się trzymały w nim pewniej. Eleocharisa podzieliłem na pojedyncze sadzonki i posadziłem je pęsetą w rogu zbiornika (a nuż coś wyrośnie).

Jeden z korzeni mniej więcej tonął więc ułożyłem go w swoim miejscu docelowym i żyłką wędkarską zamocowałem na nim Monosolenium. Drugi wypływał na powierzchnię więc zostawiłem go tak. Usunąłem również gąbkę z wlotu filtra ze względu na to że póki co nie ma w akwarium krewetek które mogły by zostać wessane a wydajność filtra wzrośnie. Wcześniej zdecydowałem że umieszczę grzałkę na tylnej szybie po przeciwnej stronie do filtra ze względu na jej rozmiary co powodowało że filtr ją odklejał od szyby.
Zalałem akwarium do pełna i ułożyłem pokrywę.

Dzień pierwszy (poniedziałek)

Bąble gazowego chloru ulotniły się, woda lekko się wyklarowała. Okazało się również że korzenie pływały dlatego że po gotowaniu były ciepłe a gorące wewnątrz. Jak wiemy – ciepło się unosi. Więc z rana zauważyłem korzenie które grzecznie osiadły na dno akwarium! Ułożyłem je więc w odpowiednim miejscu.

Dowiedziałem się z internetu że nawożenie płynnym węglem należy rozpocząć od pierwszego dnia akwarium. Skoczyłem więc do sklepu po pół litrową butelkę Carbo AquaArtu i czyścik magnetyczny przy okazji. Płynny węgiel nie jest tak dobry jak CO2 jednakże hamuje wzrost glonów no i przy tak silnym oświetleniu lepszy taki węgiel niż żaden… Dawkuję dziennie ~1 ml Carbo.

Zdecydowałem się również przyspieszyć proces dojrzewania zbiornika sypiąc szczyptę pokarmu dla ryb. Niestety sypnąłem trochę za dużo. Stwierdziłem też że wrzucę do akwarium kilka zatoczków z akwarium taty.

Jako że chlor ulotnił się z wody zdecydowałem się dodać do filtra jedną kapsułkę Tetra Bactozym którą kupiłem w dniu kupowania zbiornika w AQUAFLOR. Wrzuciłem kapsułkę do rurki wlotowej i zamontowałem ją z nadzieją że filtr wciągnie kapsułkę do wnętrza. Niestety kapsułka przykleiła się do kratki i tam pozostała.

Dzień drugi (wtorek)

Nie zaobserwowałem zmian poza tym że pokarm zaczął lekko gnić. Na szczęście zatoczki zajęły się nim skutecznie i pożerały go powoli. Woda silnie zmętniała a kapsułka bactozymu rozpadła się w kratce i fragmenty jej osłonki wisiały w niej.

Dzień trzeci (środa)

Woda zaczęła się klarować, kapsułka zniknęła z kratki. Zaobserwowałem że zatoczki produkują sporo detrytusu. Stwierdziłem że dorzucę więcej zatoczków. Póki co zaobserwowałem nieznaczną ilość jakiegoś glona; Bardzo krótkie, bezbarwne, wyglądające na wątłe, nitki pojawiające się na niektórych liściach roślin. Szczególnie widoczne na liściach Cabomby przy żwirze. Nie przejąłem się nimi. Brak zmian w roślinach.

Dzień czwarty (czwartek)

Woda wyklarowała się.

Miałem zamiar sterować oświetleniem za pomocą wyłącznika elektronicznego. Niestety posiadany przeze mnie był, jak się okazało, uszkodzony więc cały czas świecę nieregularnie z powodu ręcznego włączania światła…

Dzień piąty (piątek)

Zauważyłem że rośliny przyjęły się i zaczynają powoli rosnąć. Wydaje mi się że wraz z roślinami przyniosły się młode ampularie.

Dzień szósty (sobota)

Zakupiłem dodatkowo nawozy płynne – FERRO+ oraz K+ od AquaArtu.

Zauważyłem że Cabomba i Hygrophilia mają w kępkach kilka łodyg brzydkich – z korzeniami na wierzchu, starymi liśćmi. Wyjąłem je z podłoża i łodygę Hygrophilii pociąłem na kilka fragmentów łodygi z korzeniami które zawierały świeżo rosnące fragmenty nowych roślin. Posadziłem je w podłożu. Łodygę Cabomby usunąłem gdyż była szczególnie zaatakowana nitkami i sama w sobie dość brzydka. W dodatku nie wypuszczała żadnej łodygi z nową rośliną.

W kępce Hygrophilii znalazłem więcej sadzonek Eleocharisa którego posadziłem wśród reszty.

Zaobserwowałem że Zatoczki skutecznie usuwają resztki pokarmu lecz zarazem produkują ogromne ilości detrytusu.

Podmieniłem 45% wody i zaaplikowałem drugą kapsułkę Bactozymu. Tym razem bezpośrednio do filtra. Od tego dnia codziennie dawkuję 3 krople FERRO+ i K+.

Dzień siódmy (niedziela)

Zauważyłem że woda znów silnie zmętniała. Wyciągnąłem wniosek że to wina kapsułek Tetry. Można było już zauważalnie zaobserwować że rośliny się przyjęły i zaczęły rosnąć – Hygrophilia delikatnie bąblowała, tak samo Sagittaria. Można było zauważyć że czubki Cabomby tworzą nowe liście.

Potencjalne ampularie rosną bardzo szybko. Wygląda na to że faktycznie mogą to być ampularie.

Dzień ósmy/dziewiąty (poniedziałek/wtorek)

Woda ponownie wyklarowała się. Resztki pokarmu prawie całe zniknęły. Rośliny już nie bomblują jednak widać zauważalny przyrost z dnia na dzień – Rotala zaczęła tworzyć nowe liście, Hygrophilia rośnie prawdopodobnie najszybciej, wybarwia młode liście na lekko czerwony kolor, wypuszcza boczne łodygi. Glossostigma zaczyna wypuszczać młode listki tak samo Cryptocoryne, Saggitaria i Cabomba. Eleocharis zaczyna wypuszczać korzenie z kłączy.

W sobotę zauważyłem, po podmianie wody, że metoda nałożenia waty filtracyjnej na koszyki nie jest idealna. Postanowiłem filtr lekko ogarnąć. Wyjąłem koszyki i nagle zorientowałem się dlaczego klarowanie wody trwało tak długo a kawałki osłonki kapsułek wypływały do wody z filtra. Koszyki kaskady Aquaela mają kratkę nie tylko na dnie a też na ściankach. Gąbka była na samym dnie koszyka przez co woda zwyczajnie omijała gąbkę i przepływała przez keramzyt i wypływała. Zmieniłem układ mediów tak, że keramzyt znajduje się na dnie, na nim gąbka a na szczycie jest cienka warstwa waty która ma na celu zatrzymać drobne zanieczyszczenia. Po zamontowaniu i uruchomieniu filtra po pół godzinie widać ogromna poprawę – woda zmętniała z powodu poluzowania zanieczyszczeń filtra lecz szybko wszystko zostało przefiltrowane.

Potencjalne młode ampularie zaczynają powolutku wybarwiać muszle. Znajduję ich coraz więcej. Niektóre mają około 2-3 mm a niektóre około 1 mm.

Od pojawienia się glonów nie widać ich przyrostu. Nadal są to wątłe, przeźroczyste nitki w niektórych miejscach roślin. Jestem w stanie je olać gdyż nie rzucają się w oczy.

Plany na przyszłość

Póki co wszystko zapowiada się dość obiecująco! Zakładanie akwarium poszło całkiem nieźle, miło i bezproblemowo. Mam nadzieję że taki stan rzeczy utrzyma się jak najdłużej.

Prawdopodobnie w sobotę zdobędę jeszcze więcej roślin gdyż obecna ilość jest zdecydowanie za mała. Ma to być docelowo akwarium roślinne z obsadą składającą się z krewetek Red Cherry, ślimaków i potencjalnie jakiś drobnych rybek (może ktoś ma jakiś pomysł? Piszcie!).

Gdy uda mi się w sobotę zdobyć rośliny to zapewne już w poniedziałek zakupię stadko krewetek Red Cherry i kilka krewetek Red Cherry Sakura z innego źródła.

Muszę również pilnować systematyczności przy podmianach wody i nawożeniu.

Głęboko wierzę że uda mi się stworzyć w końcu prawidłowo działające, piękne akwarium. Przyszłe dni również mam zamiar opisać.

Dzięki za czytanie jeśli dotrwałeś/aś do końca! Liczę na konstruktywną krytykę! Polecam udostępniać, komentować i lajkować fanpage by być na bieżąco! Będzie mi bardzo miło c: